Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na spławik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą na spławik. Pokaż wszystkie posty
środa, 8 maja 2013
piątek, 15 marca 2013
Jak zrobić spławiki 3/3 ręcznie robione wędkarstwo spławikowe
Ostatni film pokazujący jak wykonać samemu fajne spławiki.
Zapraszam na inne moje blogi:
http://muzeumwedkarstwa.blogspot.com/
http://wypuszczankaodadoz.blogspot.com/
poniedziałek, 8 października 2012
piątek, 1 czerwca 2012
Wiślane leszcze z podkrakowskich miejscówek cz.2
Wiślane
leszcze z podkrakowskich miejscówek cz.2
Był
pierwszy dzień lipca 2010r w zasadzie nic nie zapowiadało, że
będzie udany i przyniesie tyle wędkarskich emocji. Po udanym
wcześniejszym wypadzie postanawiam się udać ponownie w to miejsce
nad Wisłą. Jest ładny dzień tramwaje wodne kursują co po chwile,
może to przeszkadzać myślę sobie lecz ryba na pewno się już do
nich przyzwyczaiła. Około 12:30 docieram nad wiślaną miejscówkę,
ryby się co po chwile spławiają, na drugim brzegu spacerują
krakowianie i turyści. Rozkładam wędki. Dziś mam dwie jedną z
gruntu rzucę na 5-6 kukurydz może jakaś duża uderzy. Prąd rzeki
jest bardzo wolny, przyśpiesza tylko na chwilę jak otworzą zaporę
bardziej, by później znów zwolnić. Rozrabiam zanętę dodatkowo
oprócz pinki wrzucam prawie całą puszkę kukurydzy, zostawiając
tylko tak ze 20 ziaren dla drugiej wędki. Ustawiam wszystko, nęcę,
trochę wiatr się zerwał i ciągnie zestaw do brzegu, przydał by
się większy spławik myślę sobie. Lecz zostaje przy starym
sprawdzonym i ulubionym 1gr spławiczku.
Pierwsze
brania a z nimi małe krąpiki trafiają do podbieraka. Około 14:15
wyciągam klenia około 30cm, wszystkie te ryby wydają się być
takie małe w porównaniu do tych z ostatniego wypadu. Potem wyciągam
jazia 37cm już mi się zaczyna podobać widać, że ryba podeszła
do zanęty.
Nabijam pinkę i umieszczam zestaw w zanęconym miejscu.
Następuje energiczne branie, po paraboli wygięcia wędki widzę, że
jest większa no nie „potwór” ale przyzwoita. Na brzegu mierzę
jaź na 48cm cieszy jak nie wiem. Fotka dla potomnych i ryba wraca
jak najciszej do wody.
Ponownie zarzucam zestaw, jeden, drugi
przerzut i jest branie. Teraz to chyba mam brzanę, ryba wygina
wędkę mocno co po chwile słychać dźwięk hamulca kołowrotka ale
po 5min kapituluje i trafia do podbieraka. Ale jaź! Ma na oko dobrze
ponad 50cm. Odwracam się sięgam do plecaka po aparat a w tej chwili
jaź będący na brzegu sam obdarowuje się wolnością)-: Tak, tak
poruszył się i spadł po stromym brzegu do wody. Nie mam zdjęcia
tylko obraz w pamięci, nigdy takiego nie złapałem i fajnie by było
mieć zdjęcie dla znajomych niedowiarków po fachu(-:. Do 17:00 mam
jeszcze parę krąpi i leszcza 50cm.
Przepływa tramwaj z pianymi
zagranicznymi turystami, widzą mnie, pokazują butelkę z piwa i
krzyczą Tatraa Mocnee! Urobieni już tym piwem tak jak by mieli
zaraz wysiać nie dobiwszy do brzegu(-:.
Łowie
dalej lekkie przytrzymanie. Zacinam! O kurcze chyba mam bardzo duża
rybę, kij gnie się tak bardzo, że szczytówką prawie sięga
lustra wody. Idzie bardzo głęboko i powoli nie mogę nic zrobić.
Karp albo brzana ale czy sprzęt wytrzyma gdzieś odruchowo szukam
aparatu bo jak się pokaże to przynajmniej zdjęcie zrobię.
Przepływają kolejne tramwaje a ja dalej z kijem wygiętym stoję.
Z daleka wygląda to tak jak bym miał zawad. Podciągam aby zobaczyć
rybę ale wszystko na nic zabiera żyłkę i oddala się ode mnie.
Wreszcie za którymś razem mi się pokazuje i nogi mi się uginają.
Ale leszcz! Chyba Rekord Polski tak wygląda. Tracę nadzieje na
wygraną z nim, jest za silny na mój drobny kijek i taki szeroki jak
i długi prawie może nie wejść do mojego podbieraka. Ależ ma siłę
taki leszcz. Kolejne próby podebrania kończą się fiaskiem, ryba
jest taka duża ,że nawet leżąca na boku będzie sprawiała
problem przy wprowadzaniu do podbieraka. Brzeg wysoki skutecznie
uniemożliwia operowaniem podbierakiem, siatka co po chwilę zaczepia
o jakieś rośliny. Czuje że będzie naprawdę ciężko. Mija już
chyba z 15min, ostatkiem sił zrezygnowany ponawiam próby. Ręka już
mnie boli leszcza mam na boku jest taki duży, że w wodzie pod prąd
jest mi go bardzo ciężko podciągnąć.
Wreszcie
za 5-6 próbą udaje się, mam go w podbieraku teraz na pionowo muszę
go wyciągnąć by go nie złamać. Mierzę, warzę 70cm 4.05kg.
Nie
jest to rekord polski ale taki się wydawał we wodzie(-:. Po nim jak
i po innych rybach widać trudy czerwcowej wysokiej wody, liczne
otarcia i rany na ciele ubytki w łuskach , wyraźnie to
potwierdzają. Sesja zdjęciowa wkładam rybę do podbieraka,
delikatnie wkładam do wody, odwracam podbierak. Leszcz niezgrabnie
ale sam się z niego wydostaje i odpływa. Kończę na dziś. Już
wiem że bez większego i dłuższego podbieraka nie ma co tu wracać.
Zwijam sprzęt wracam do domu. C.D.N.(-:.
poniedziałek, 23 kwietnia 2012
Wiślane leszcze z podkrakowskich miejscówek cz.1
W dniu 28.06.2010r tuż po zejściu dużej wody, bo jak wiadomo mieliśmy w tym roku wiele powodzi oraz bardzo wysoki stan wody w całym kraju. Postanowiłem tego dnia udać się na jedna z moich starych miejscówek. Nad wodą zameldowałem się o godz 12:30 postanowiłem tego jak się później okazało bardzo udanego dnia łowić na przepływankę. W tym miejscu od lat można było liczyć na ładne karpie, brzany, klenie, krąpie, leszcze oraz karasie. Zestaw na dzisiejsze połowy miałem dość delikatny hak nr 12 ,przypon 0.12 spławiczek 1gr mój ulubiony żyłka główna 0.18mm oraz bardzo delikatna wędka o długości 5 metrów. Po rozłożeniu zestawu oraz podbieraka postanowiłem rozrobić zanętę. Miałem kilogram kupnej sklepowej sprawdzonej ,dosypałem pinki dolałem wody. Z wodą zawsze miałem problem w tym miejscu ,wysoki brzeg skutecznie uniemożliwiał bezpieczne nabranie. Rozwiązaniem problemu była butelka 1,5l napoju, którą wkładałem do pdbieraka i zanurzałem w wodzie pozbawiając się w ten sposób problemu . Niebo było bezchmurne tafla wody jak lustro, fale jak się pojawiały to tylko po przepłynięciu statku lub tramwaju wodnego .Nurt rzeki powolny idealny na przepływankę z przytrzymaniem. W zasadzie nic nie wskazywało na to, że przed miesiącem Wisła niosła taką masę wody że opierała się już w niektórych miejscach na Moście Dębnickim .
Ustawiając grunt przy okazji nęciłem. Głębokość taka około 1,5m mniej więcej 7-8m od brzegu .Dobrze znałem to łowisko i wiedziałem gdzie może być zawad czy jakiś większy kamień, ale było to po wysokiej wodzie ,więc różne rzeczy mogła woda ze sobą przywlec. Nawiasem mówiąc wyłowiłem z wody jakąś gałąź na której był chruścik nie wierzyłem własnym oczom. Pomyślałem... Przybysz z daleka albo Wisła w Krakowie już taka czysta ,choć ostatnim czasy poprawa jest wielka, pojawiają się różne gatunki zwierząt których dawniej ni było. Łowiąc już jakieś 30min miałem parę krąpi oraz płotkę ,które pierwsze pojawiły się przy mojej zanęcie. Około godziny 13:30 spławik napoczątku trochę się wystawił by potem zniknąć w czeluściach rzeki. Cięcie! Jest coś wyraźnie większego od pozostałych ryb(-:. Ryba trzyma się głebiej i mocnej walczy ,choć nie jest tak silna i po chwili trafia do podbieraka. Zdobyczą jest leszcz 47cm. Nieduży ale „miskę” cieszy. Ostatnio preferuje metodę „złów i wypuść” nie ma nic szlachetniejszego jak jak podarowanie rybie drugiego życia i wolności. Mierzę, fotka i do wody. Staram się wypuścić jak najdelikatniej, by nie spłoszyć znęconych już wcześniej ryb.
Obławiam coraz bardziej intensywnie z nadzieją na większe ryby. Łowie jakaś drobnicę, donęcam. Po upływie dwudziestu minut następuje agresywne branie. Ryba wyraźnie silniejsza od pozostałych idzie głęboko i nie chce się pokazać co chwile muszę oddawać żyłkę by nie urwać przyponu. Widzę rybę. To kleń którego zawsze tu była masa. Rybę delikatnie podciągam ku sobie i wprowadzam do podbieraka, wyciągam na brzeg, ku mojemu zdziwieniu okazuje się że to jaź 44cm około 1,30kg (waga na zdjęciu pokazuje masę ryby wraz z mokrym podbierakiem który waży ok.0,55kg). Powtórka z rozrywki zdjęcie i ryba trafia do wody.
W głowie roi się od opowiadań wędkarzy o wiślanych jaziach na 70cm ,takiego klocka mieć na kiju myślę...To by była sztuka. Obławiam dalej, wciąż przytrzymując zestaw, tak aby spływ spławika jak najbardziej był naturalny i przybliżony do nurtu rzeki a nawet wolniejszy. Nagle jest przytrzymanie i zmiana toru spławika. Zacinam! Kijek gnie się w kółeczko ,ryba nie daje za wygraną co po chwile zabierając żyłkę. Muszę uważać 0.12 na przyponie nie wróży najlepiej ale daje satysfakcje, że Ona i ja mamy równe szanse (-: Widzę już ją to piękny leszcz, za druga próbą ląduje w podbieraku. Na brzegu okazuje się że ma 58cm i 2,5kg, jeszcze nie miedziany ale już z tych ciemniejszych.
Pełen adrenaliny i podniecenia nabijam przynętę by jak najszybciej umieścić ją w wodzie. Jest już około godziny 15:00, nęcę lecz nie dużo, nie mam już za wiele zanęty wyraźnie widząc dno w wiaderku. Około 15:20 znowu zdecydowane branie. Po krótkim holu jaź 40cm melduje się na brzegu(-:. Fotka i freedom wedle zasady no kill (-:. Łowiąc dalej tak do godziny 17:00 mam jeszcze karasia oraz parę krąp .Ryby maja na ciałach liczne otarcia i zadrapania to skutek byłej powodzi )-:.
Dziesięć minut później mam branie typowo leszczowe. Mam nadzieje na największy okaz dzisiejszego dnia ale po krótkiej „walce” się rozczarowuje. Leszcz mierzy 56 cm nie warze go na oko jest ciut lżejszy od swojego poprzednika
.
Składam wędki, zegarek wskazuje 18:00 co wyraźnie potwierdzają dzwony w krakowskich kościołach, wiem że niebawem tu wrócę i znowu spędzę miło popołudnie. Po paru dniach faktycznie zjawiłem się na tym miejscu ale „co” złapałem, napiszę w następnym opowiadaniu na które serdecznie zapraszam.
Etykiety:
duże leszcze,
jazie,
kraków,
krąpie,
na spławik,
przepływanka,
Wędkarsrtwo spławikowe,
wędkasrskie wypady z przemokr,
wisła,
wypuszczanka
Lokalizacja:
Kraków, Polska
Subskrybuj:
Posty (Atom)












